Nie podoba mi się ta szemraność, półjawność, rolnictwo i rybołówstwo. Ewidentne ściemy i zmiany zdań polityków.
Pewnie, jest spora grupa ludzi mająca interes w tym, żeby protesty podsycać, żywiąca się entuzjazmem gówniarzy, którzy nie bardzo wiedzą przeciwko czemu protestują, bo kształtują poglądy na podstawie obrazków z Kwejka.
Ale jest też wielu, którzy się w temat zagłębią i stwierdzą, że coś tu ewidentnie śmierdzi.
Mnie to pospolite ruszenie cieszy.
Powiew rewolucji mile łechce anarchistyczny nerw.
To, że my - zepsuci dwudziestoparolatkowie ruszyliśmy tyłki i zjednoczyliśmy się w imię, bądź co bądź, słusznych ideałów (wolność w końcu, nie kasa, podatki, ceny paliw) jest krzepiące i zwiastuje zmiany. Jeśli nie te, o które toczy się gra, to dużo głębsze.
Przecież w tych manifach maszeruje w dużej części (już chyba post-) PO - wy elektorat. Jesteśmy wkurwieni.
Z bloga Gwiazdowskiego:
Nie powiedziałem, że nie ma czegoś takiego jak „prawo własności intelektualnej”, ani że jestem przeciwny takiemu prawu. Powiedziałem, że „prawo własności intelektualnej” nie jest ważniejsze od „prawa własności” i nie ma powodu by to pierwsze chronić bardziej od drugiego, jak onegdaj bardziej chroniono „własność społeczną” niż „własność”. Bo niestety argumenty obrońców „własności intelektualnej” przypominają argumenty obrońców „własności społecznej” w najgorszym wydaniu. W imię jej ochrony chcą oni poświęcić inne prawa materialne i procesowe z prawem wolności, równości wobec prawa i domniemaniem niewinności na czele.
-
aha:
-
pushthebutton:
-
cornflakemum:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›